Autor: jacek

Polowania na zagrożone gatunki trwają

15 sierpnia 2020 r. znów rozpoczął się sezon polowań na niektóre gatunki ptaków, w tym głowienki, czernice, cyraneczki i łyski. Zeszłoroczna ekspertyza i apel Polskiego Komitetu Krajowego IUCN, by te gatunki wyłączyć z listy łownych lub wprowadzić czasowe moratorium na polowania na nie, zostały zignorowane.

Sezon polowań na kaczki i łyski zaczyna się 15 sierpnia – czas na decyzje! Samica głowienki. Fot. Michał Zieliński

W odpowiedzi na naszą ekspertyzę i pisma kierowane do wszystkich zainteresowanych stron dostaliśmy jedną oficjalną odpowiedź – od Polskiego Związki Łowieckiego. Pisaliśmy o tym TUTAJ.

Minister Środowiska (ani ówczesny, ani pełniący później jego funkcje Minister Klimatu, ani obecny) nigdy nie uznał za potrzebne, by w jakikolwiek sposób odpowiedzieć PKK IUCN. Jak jednak dowiedzieliśmy się w maju tego roku, Departament Ochrony Przyrody w Ministerstwie zwrócił się do Państwowej Rady Ochrony Przyrody o opinię w tej sprawie. Wypowiedziała się Komisja PROP ds. Zwierząt. W jej opinii nie napisano jednoznacznie, czy PROP popiera, czy jest przeciwny postulatom PKK IUCN (którego Rada jest członkiem). W podpisanym przez przewodniczącą Rady prof. dr hab. Wandę Olech-Piasecką dokumencie czytamy: „Apel Polskiego Krajowego Komitetu IUCN Polska jest merytorycznie istotnym dokumentem wskazującym na problem użytkowania łowieckiego kilku gatunków kaczek i łyski. Gatunków należących do grupy fauny wodno-błotnej, której populacje zmniejszają się nie tylko w Polsce ale także w całej Europie”. Jednak w konkluzjach wskazano, że zdaniem Rady aktualna wiedza jest niewystarczająca: „Mając na względzie złożoność problemu oraz brak kompleksowych danych z terenu Polski zasadnym wydaje się przeprowadzenie kompleksowych badań naukowych w przedmiotowym zakresie oraz na ich podstawie podejmowanie działań mających na celu zmiany legislacyjne”. Nie wspomniano o obowiązującej w Polsce i EU zasadzie przezorności, wg której, w przypadku wątpliwości dotyczących zagrożeń dla przyrody, do czasu ich rozwiania należy z ostrożności działać w oparciu o gorszy scenariusz. Nie wyjaśniono też nawet jednym zdaniem, dlaczego uznano za niewystarczające m.in. dane Państwowego Monitoringu Środowiska i wszelkie inne dane wskazujące na spadek populacji tych czterech gatunków (przy jednoczesnym braku przeciwnych wyników jakichkolwiek badań). Po co w takim razie prowadzi się Państwowy Monitoring Środowiska, skoro PROP i Ministerstwo Środowiska nie uważają jego wyników za miarodajne?

komunikacie przesłanym jakiś czas później do niektórych mediów (o którym także dowiedzieliśmy się przypadkowo niedawno) Ministerstwo powołało się na tę opinię PROP i przedstawione w niej argumenty jako podstawowy powód nieuwzględnienia apelu PKK IUCN i pozostawienia listy gatunków ptaków łownych bez zmian. Nic nam nie wiadomo, by jednocześnie podjęto jakiekolwiek prace czy programy badawcze, które miałyby uzupełnić rzekome luki w wiedzy, stojące ponoć na przeszkodzie podjęciu decyzji.

W związku z tym, a także biorąc pod uwagę, że nowy Minister Środowiska mógł nie mieć jeszcze okazji zapoznać się z tym problemem, Przewodniczący PKK IUCN skierował do niego pismo, w którym zwrócił uwagę na ekspertyzę, odniósł się do argumentów KZ PROP i ponownie zaapelował o zaprzestanie polowań na wspomniane cztery gatunki ptaków.

Na razie odpowiedzi brak, a polowania się zaczęły…

PZŁ przeciw, a właściwie za ochroną 4 gatunków ptaków łownych

Polski Komitet Krajowy IUCN otrzymał odpowiedź Polskiego Związku Łowieckiego na uchwałę w sprawie ochrony czterech gatunków łownych ptaków wodnych. Zarząd Główny PZŁ zawarł w nim konkluzję, że jest przeciwny jednemu z siedmiu postulatów zawartych w uchwale Komitetu – wykreśleniu tych czterech gatunków z listy łownych i objęciu ich ochroną. Jednocześnie w załączonych do pisma uwagach szczegółowych zaznaczono, że PZŁ już od jakiegoś czasu proponuje wstrzymanie polowań na dwa z tych gatunków, a także już wcześniej wysuwał część z pozostałych postulatów…

Sezon polowań na kaczki i łyski zaczyna się 15 sierpnia – czas na decyzje! Samica głowienki. Fot. Michał Zieliński

Przypomnijmy – Polski Komitet Krajowy IUCN przyjął uchwałę wskazującą, że populacje 4 spośród łownych gatunków ptaków wodnych – głowienki, czernicy, cyraneczki i łyski – stają się w Polsce zagrożone, a wśród powodów, które się do tego przyczyniają, są obecne praktyki łowieckie. Wysunął więc propozycje 7 zmian w tych praktykach, w tym objęcie tych gatunków ochroną. Do uchwały załączono ekspertyzę, na której oparto to stanowisko.

W przesłanych uwagach do tej ekspertyzy, opracowanych przez Komisję Naczelną Rady Łowieckiej ds. Zwierzyny Drobnej PZŁ, napisano:

„Myśliwi mają świadomość, że te 4 gatunki ptaków w Polsce wykazują spadek liczebności. Jednocześnie chcąc użytkować łowiecko populacje ptaków łownych podejmują zdecydowane kroki w celu zahamowania tego niekorzystnego trendu.”

Jakie to są „zdecydowane kroki”? W piśmie PZŁ wymieniono następujące:

  • redukowanie liczebności drapieżników (samo PZŁ uważa, że nie dość skuteczne i proponuje ułatwienia prawne, mające tę skuteczność zwiększyć);
  • wysunięcie postulatu wprowadzania moratorium na polowania na głowienkę i czernicę (czy postulat zatrzymania polowań ma zastąpić samo zaprzestanie?);
  • wysunięcie postulatu „wprowadzania planów reintrodukcji rzadkich i zanikających gatunków kaczek chronionych” (reintrodukcja to przywracanie gatunków wytępionych – czy PZŁ przewiduje, że wkrótce będzie ona potrzebna w stosunku do gatunków, które obecnie są tylko rzadkie?);
  • „zaproponowanie zainicjowania projektów badawczych mających na celu zbadanie wybranych aspektów…” (podano kilka przykładów proponowanych programów badawczych – niektóre potencjalnie cenne).

Z pisma PZŁ wynika więc, że nieskuteczna redukcja drapieżników oraz same postulaty są zdaniem Związku wystarczające i nie są potrzebne konkretne działania.

W przesłanych uwagach przedstawiono następujące główne argumenty przeciwko objęciu wskazanych czterech gatunków ochroną:

  1. Polskie populacje lęgowe i zimujące tych gatunków stanowią niewielkie części populacji europejskich.

Nie wyjaśniono, dlaczego zdaniem PZŁ oznacza to, że można na te już tak bardzo małe i wciąż szybko kurczące się populacje polować. Czy chodzi o to, że jeśli wytępi się populacje krajowe, to gatunek może wciąż przetrwać w innych krajach? Na takie rozumowanie może wskazywać wspomniany postulat planowania działań reintrodukcyjnych (czyli przywracania wymarłych krajowych populacji w oparciu o osobniki z innych krajów).

  1. Autorzy ekspertyzy IUCN porównali dostępne dane na temat zabijania omawianych gatunków kaczek z obecną wielkością populacji, co jest zdaniem PZŁ manipulacją, gdyż należało porównywać z danymi z lat 80. i 90. XX wieku.

W chwili pisania ekspertyzy jedyne publicznie dostępne dane na temat skali zabijania omawianych gatunków kaczek pochodziły z lat 2005 i 2006. Z tego okresu brak szacunków liczebności populacji krajowych. Wskazano, że poziom pozyskania łowieckiego z lat 2005 i 2006 odpowiada znaczącej części (nawet po kilkadziesiąt procent) współczesnych (dane pochodzą w lat 2011–2017) krajowych populacji tych gatunków. Ma więc istotny udział w spadku ich liczebności. Zdaniem PZŁ prawidłowe jest jedynie porównywanie danych z lat 2005, 2006 z szacowanymi liczebnościami populacji z lat 80. i 90. ubiegłego wieku. Nie wyjaśniono w żaden sposób, dlaczego przy porównaniu większa różnica w czasie ma być lepsza od mniejszej różnicy (ekspertyza IUCN podawała wszystkie dane, a więc umożliwiała oba porównania). Wyliczono w ten sposób, że pozyskanie łowieckie stanowi kilka procent populacji i bez wyjaśnienia zawyrokowano, że nie ma znaczenia. Tymczasem nawet tak wyliczona skala zabijania jest porównywalna z obserwowanym corocznym spadkiem populacji.

Jednocześnie w uwagach PZŁ wspomniano, że Związek dysponuje także danymi na temat pozyskania omawianych gatunków z roku 2015. PKK IUCN zwrócił się więc o ich udostępnienie ze Stacji Badawczej PZŁ w Czempiniu i otrzymał je, wraz z danymi z roku 2018. Okazało się, że Związek dysponował szacowanymi, aktualniejszymi danymi, tylko ich nie ujawniał. Nic dziwnego – wskazują one jednoznacznie, że pozyskanie łowieckie jest proporcjonalnie do liczebności tych gatunków nadal bardzo wysokie i wynosi nie kilka, jak podano w uwagach PZŁ, ale kilkadziesiąt, a nawet ponad 100% szacowanych liczebności krajowych populacji tych gatunków. Parafrazując stwierdzenie zawarte w uwagach PZŁ: „Takie przedstawienie wyników można odebrać jako manipulację, mającą na celu wprowadzenie w błąd mniej zorientowanych odbiorców tego dokumentu i zmierzającą do minimalizacji presji łowieckiej na populacje i jej wpływu na spadek liczebności”.

  1. Specjaliści z PZŁ stwierdzili, że cyranki nie mogą być mylone z cyraneczkami, bo te pierwsze definitywnie odlatują z Polski do początku września, a więc wkrótce po rozpoczęciu sezonu polowań.

Mylenie tych gatunków przez myśliwych i zabijanie chronionych cyranek jest jednym z argumentów za zaprzestaniem polowań na cyraneczki. Trudno zawyrokować, czy odpowiedź PZŁ na ten argument jest jedynie wynikiem braku wiedzy czy kolejną próbą manipulacji. Specjaliści Związku nie powołali się na źródło, z którego zaczerpnęli błędną informację o dacie odlotu cyranek z Polski. Zarówno literatura przedmiotu, jak i obserwacje w publicznie dostępnych bazach danych wskazują, że kaczki spotyka się w Polsce przynajmniej do października, a więc przez co najmniej połowę sezonu polowań na cyraneczki.

  1. Ponad połowa czernic zimuje na morzu, gdzie nie wolno polować.

Nie wyjaśniono, jakie to ma znaczenie. Nie zmniejsza to wszak pozyskania, ale oznacza, że dotyczy ono wyłącznie tej części populacji, która zimuje na śródlądziu i zapewne jest w niej większy udział ptaków z krajowej populacji lęgowej.

  1. W kilku miejscach zaznaczano, że omawianych gatunków dotyczą także inne zagrożenia, a łowiectwo nie jest z nich najważniejsze.

W uchwale PKK IUCN i ekspertyzie także tak napisano. Wszyscy są więc co do tego zgodni. Tylko że PKK IUCN uważa, że fakt, iż polowania są tylko jednym z zagrożeń i nie decydują samodzielnie, lecz „tylko” przyczyniają się do spadku liczebności, nie oznacza, że zagrożenie to należy akceptować i ignorować. Należy je zlikwidować. Nie oznacza to, że nie należy starać się także ograniczać innych zagrożeń.

  1. Wreszcie PZŁ zaznacza, że we wcześniejszych publikacjach nie wskazywano polowań jako istotnego zagrożenia dla omawianych gatunków ptaków w Polsce.

Zasadniczo jest to prawda, ale wraz opublikowaniem ekspertyzy PKK IUCN uległo to zmianie. Brak wcześniejszej oceny znaczenia pozyskania łowieckiego omawianych gatunków kaczek wynikał z tego, że po prostu brakowało danych niezbędnych do takich analiz. PZŁ raportował tylko łączną liczbę wszystkich zastrzelonych „dzikich kaczek”. Dopiero w 2018 Kruszewiec i Czujkowska opublikowali pierwsze zdobyte dane na temat pozyskania poszczególnych gatunków w latach 2005 i 2006, co umożliwiło porównania skali tego pozyskania ze stanem populacji.

Warto odnotować, że całość argumentacji i sprzeciwu PZŁ odnosi się tylko do postulatu objęcia czterech gatunków ochroną. Pozostałe postulaty PKK IUCN nie spotkały się ze sprzeciwem czy krytyką.

Trudno nie zauważyć sprzeczności między twierdzeniem, że myśliwi dostrzegają spadek liczebności czterech gatunków, którymi gospodarują i postulują wstrzymanie polowań na co najmniej dwa z nich, ze sprzeciwem wobec podobnego postulatu wysuniętego przez PKK IUCN. Podobnie – analizując dostępne dane na temat trendu i stanu krajowych populacji omawianych gatunków i poziomu ich pozyskania łowieckiego w Polsce trudno bronić tezy, że łowiectwo nie jest jednym z istotnych czynników przyczyniających się do spadku ich liczebności. Oznacza to, że argumenty i dane przekazane przez PZŁ – choć werbalnie sprzeciwiają się przesłaniu z uchwały PKK IUCN, w rzeczywistości stanowią mocne poparcie wysuwanych przez Komitet postulatów.

Sezon łowiecki na kaczki i łyski zaczyna się już za tydzień! Zostało bardzo niewiele czasu do podjęcia właściwych decyzji.

Więcej informacji w komentarzu do uwag PZŁ.

Cztery gatunki ptaków łownych zagrożone

Niegdyś pospolite w Polsce łyski, czernice, cyraneczki i głowienki obecnie w zastraszającym tempie znikają z polskich jezior i innych wód. Mimo to nadal się na nie poluje. Polski Komitet Krajowy Międzynarodowej Unii Ochrony Przyrody (IUCN) zaapelował o wykreślenie ich z listy gatunków łownych i objęcie ścisłą ochroną. Przedstawił także listę zmian w prawie łowieckim, które należy pilnie wprowadzić, by zapobiec zanikowi tych i innych gatunków ptaków wodnych. Apel poparty jest szczegółową ekspertyzą.

Od kilkunastu lat środowisko przyrodników jest zaniepokojone stanem wyżej wymienionych gatunków. Choć polowania na te ptaki stanowią niewielki margines pozyskania łowieckiego, mają istotne znaczenie dla ich przetrwania przy obecnej liczebności populacji w Polsce. W ostatnich latach np. liczba zabijanych w ramach polowań łysek odpowiadana ponad połowie szacowanego rocznego spadku ich liczebności w naszym kraju.

Po dokładnym przeanalizowaniu dostępnych wyników badań monitoringowych oraz przyczyn obecnego stanu rzeczy, Polski Komitet Krajowy IUCN zwrócił się do Ministra Środowiska z wnioskiem o pilne wykreślenie łyski, czernicy, cyraneczki i głowienki z listy gatunków łownych i objęcie ich ścisłą ochroną gatunkową.

– Trwa wielkie wymieranie gatunków spowodowane nieodpowiedzialną, zaborczą gospodarką człowieka. Nie można pozwalać, by dodatkowo przyczyniała się do niego działalność, która z założenia ma służyć ochronie i zrównoważonemu użytkowaniu zasobów przyrodniczych. Kontunuowanie polowań na gatunki, których liczebność gwałtownie się kurczy, w tym narażone na wyginięcie w skali globalnej, jak głowienka, jest nieetyczne i nieracjonalne – mówi dr Andrzej Kepel, przewodniczący Komitetu. – Mamy więc nadzieję, że postulaty przyrodników spotkają się ze zrozumieniem i poparciem także w środowisku myśliwych.

Komitet proponuje także modyfikację przepisów i praktyki łowieckiej, by zapobiec działaniom negatywnie wpływającym na ptaki i ogólnie środowisko przyrodnicze. Postuluje:

  • zmianę terminów polowań na ptaki wodne, by nie zaczynały się w okresie, gdy te wodzą jeszcze pisklęta,
  • wyłączenie polowań na ptaki wodne po zmroku, gdy nie można rozróżnić kaczek i gęsi z gatunków łownych od chronionych;
  • wprowadzenie zakazu używania do polowań śrutu ze szkodliwego ołowiu, zwłaszcza w odległości 500 metrów od zbiorników i większych cieków wodnych (postulat ten wynika także z rezolucji międzynarodowej Konwencji o ochronie wędrownych gatunków dzikich zwierząt, której Polska jest stroną);
  • wprowadzenie obowiązku opierania planów łowieckich dotyczących migrujących ptaków wodnych o wyniki monitoringu ich populacji oraz dokładnego raportowania przez myśliwych, jakie gatunki ptaków wodnych upolowali (z podaniem terminów i gatunków);
  • skuteczniejsze ograniczanie liczebności obcych gatunków inwazyjnych wpisanych na listę gatunków łownych.

Uchwała PKK IUCN w tej sprawie oraz ekspertyza, która stanowiła jej podstawę, zostały właśnie wydane drukiem. Wersja elektroniczna opracowania jest dostępna pod tym linkiem.

Forum Ochrony Przyrody IUCN w Rotterdamie

W dniach 1–3 lipca 2019 r. w Rotterdamie w Holandii odbyło się Forum Ochrony Przyrody IUCN Regionu Europy, Azji Północnej i Środkowej. Miało ono głównie charakter organizacyjny – mobilizujący członków Unii przed przyszłorocznym Światowym Kongresem Ochrony Przyrody, który odbędzie się w Marsylii.

Nadchodzące wydarzenie w Marsylii jest niewątpliwie wielkim wyzwaniem. Nie tylko dlatego, że to na nim Unia jak zawsze wypracuje nową strategię na następne lata, ale przede wszystkim dlatego, że potrzeba pilnych i bardzo głębokich zmian w podejściu ludzkości do przyrody i jej ochrony jest coraz wyraźniejsza i nagląca. Przyśpieszające i narastające globalne problemy wymagają podjęcia radykalnych działań, wypracowania nowych pomysłów na zachowanie różnorodności biologicznej, redukcję zanieczyszczeń tworzywami sztucznymi czy ograniczanie skutków zmiany klimatu. IUCN i jego członkowie wierzą, że wspólnymi siłami da się wypracować kurs, który sprawi, że rozwój gospodarczy i społeczny będzie zgodny z zasadami ochrony przyrody. Gospodarka i ekologia muszą iść w tym samym kierunku, gdyż jak pokazują liczne analizy i raporty, wszystkie dotychczasowe działania są dalece niewystarczające. Jak powiedział podczas spotkania Daniel Calleja-Crespo, dyrektor generalny ds. środowiska Komisji Europejskiej: „Jesteśmy pierwszym pokoleniem świadomym utraty różnorodności biologicznej – nie bądźmy jednocześnie ostatnim, które miało szansę mu przeciwdziałać”.

W wydarzeniu wzięło udział sześć osób z Polski (na zdjęciu). Oprócz reprezentantów organizacji członkowskich PKK IUCN: PTOP „Salamandra”, WWF Polska i Państwowej Rady Ochrony Przyrody, nie zabrakło też przedstawicieli Narodowego Instytutu Dziedzictwa i IAF.

Recenzja projektu rezerwatu w Puszczy Karpackiej

Polski Komitet Krajowy IUCN podczas posiedzenia w dniu 15 maja 2017 r. przyjął jednogłośnie uchwałę o wydaniu recenzji opracowania pt. Dokumentacja dla rezerwatu przyrody „Reliktowa Puszcza Karpacka” wraz z projektem zarządzenia Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska w Rzeszowie w sprawie uznania za rezerwat przyrody.

Recenzja dotyczy opracowania przygotowanego przez Fundację Dziedzictwo Przyrodnicze. Została przygotowana w oparciu o opinie 7 ekspertów z listy PKK IUCN. Czytamy w niej m.in.: „Zebrane dane oraz wyniki badań przeprowadzonych specjalnie na potrzeby „Dokumentacji” potwierdzają bez cienia wątpliwości, że obszar ten spełnia wszystkie kryteria określone w art. 8 ust. 1 oraz art. 13 ust. 1 ustawy o ochronie przyrody, kwalifikujące go do objęcia jedną z najwyższych obszarowych form ochrony przyrody – parkiem narodowym lub rezerwatem przyrody”.

W części szczegółowej recenzji zgłoszono szereg drobnych uwag i propozycji uzupełnień do ocenianego dokumentu. Jednak wielokrotnie podkreślono, że zgłoszone uwagi nie podważają wartości merytorycznej opracowania oraz słuszności postulatu utworzenia rezerwatu.

Jak chronić rzeki?

Korzystanie i ochrona rzek stały się ostatnio w Polsce tematem gorących dyskusji. Ścierają się różne podejścia – od skrajnych pomysłów pełnego zapanowania nad żywiołem, zamknięcia wód w uregulowanych kanałach i zbiornikach, oraz „pełnego” ich wykorzystania do celów żeglugowych, energetycznych, rolnictwa itp., po postulaty czynnej renaturyzacji i dostosowania zagospodarowania przestrzeni do rzek.

W dniach 21-23 kwietnia w Kudowie-Zdroju odbywa się konferencja pt. „Rzeki – jak je chronić?”, podczas której eksperci z różnych dziedzin powiązanych z ochroną i gospodarowaniem wodami płynącymi dzielą się wynikami najnowszych badań i doświadczeń. Dyskutują też nad sensem aktualnych rządowych propozycji dotyczących ochrony przeciwpowodziowej i zwiększenia żeglowności polskich rzek.

Rzeki to kluczowe elementy polskiego krajobrazu i podstawa najważniejszych korytarzy ekologicznych. Mają także kluczowe znaczenie dla gospodarki. Nie jest łatwo pogodzić wszystkie interesy i oczekiwania. Znalezienie „złotego środka” i pogodzenie wszystkich potrzeb wymaga rozważnego współdziałania ekspertów z wszystkich dziedzin. Stąd tegoroczny temat tradycyjnej, wiosennej sesji Klubu Przyrodników spotkał się z dużym zainteresowaniem i zgromadził wielu specjalistów – od przyrodników, specjalistów od ryb, roślinności wodnej itp., do hydrologów czy urzędników wydających decyzje w sprawie zagospodarowania cieków.

W dotychczasowych wystąpieniach praktycznie wszyscy eksperci są zgodni co do czterech punktów:

  • aktualny sposób gospodarowania rzekami wymaga udoskonalenia, z uwzględnieniem bezpieczeństwa przeciwpowodziowego i ochrony przyrody, przy czym współczesna wiedza zdecydowanie umożliwia pogodzenie tych potrzeb;
  • pomysły dotyczące zwiększenia żeglowności polskich rzek i argumenty, że przyczyni się to do oszczędności oraz zwiększenia „ekologiczności” polskiego transportu nie mają podstaw ekonomicznych i naukowych – są groźne nie tylko dla przyrody, ale i dla polskiej gospodarki;
  • jedną z podstawowych potrzeb jest poprawa stanu wiedzy na temat zasad racjonalnego gospodarowania wodami – zarówno wśród decydentów, jak i w całym społeczeństwie;
  • potrzebne są radykalne zmiany przepisów, umożliwiające racjonalizację procesu decyzyjnego w sprawie gospodarowania wodami i opierania ich na podstawach merytorycznych, przy czym aktualne propozycje zmian nie odpowiadają potrzebom.

Referaty i gorące dyskusje trwają. Ostatniego dnia sesji przeniosą się one z sali konferencyjnej w teren – nad rzeki i strumienie Kotliny Kłodzkiej.

Dwa słowa krokiem ku powodziom i dewastowaniu rzek

Zmiany w programach środowiskowych doprowadzą do katastrofalnych szkód w ekosystemach rzek – alarmują organizacje ekologiczne skupione w Koalicji Ratujmy Rzeki*. Chodzi o zapis dotyczący wsparcia budowy dróg wodnych w Programie Operacyjnym Infrastruktura i Środowisko (POIiŚ), który dziś, przy sprzeciwie przedstawicieli organizacji pozarządowych, zatwierdził Komitet Monitorujący (KM) przy Ministrze Rozwoju. Sformułowanie „w celu podniesienia jej parametrów (…) do III klasy drogi wodnej” zmieniono na „w celu podniesienia jej parametrów (…) do co najmniej III klasy drogi wodnej”.

Marzenie niektórych hydrotechników – polskie rzeki jako uregulowane kanały. Fot. Andrzej Kepel

Zdaniem Koalicji, umożliwi to finansowanie ze środków unijnych niszczenia naturalnych polskich rzek i przerabiania ich w kanały. Koalicja uważa to za kolejny krok w dewastacji przyrodniczego dziedzictwa narodowego, które i tak już mocno cierpi z powodu niewłaściwie prowadzonych prac hydrotechnicznych. Przyrodnicy podkreślają, że takie działania stanowią zagrożenie nie tylko dla środowiska naturalnego, ale także dla wielu ludzi, mieszkańców terenów nadrzecznych – poprzez wzrost zagrożenia powodziowego.

Już na początku marca Koalicja Ratujmy Rzeki, w liście do Ministra Rozwoju, domagała się usunięcia poprawki do POIiŚ proponowanej przez lobby żeglugowo-hydrotechniczne. Zwracano uwagę, że umożliwi to finansowanie całkowitej kanalizacji największych rzek Polski. Sygnatariusze listu podkreślali brak strategicznej oceny na środowisko, a także konsultacji społecznych przed przyjęciem założeń rządowego programu rozwoju żeglugi śródlądowej oraz przed przystąpieniem Polski do Europejskiego Porozumienia w Sprawie Głównych Śródlądowych Dróg Wodnych o Międzynarodowym Znaczeniu (tzw. Porozumienie AGN). Ostre kontrowersje budzi to, że poprawka została wprowadzona pomimo zdiagnozowanych w Prognozie oddziaływania na środowisko dla Strategii Odpowiedzialnego Rozwoju (SOR) zagrożeń środowiskowych, wynikających z budowy dróg wodnych. Pominięto zalecenia Prognozy dotyczące konieczności przeprowadzenia dalszych studiów techniczno-ekonomiczno-środowiskowych. Wszystkie protestujące organizacje zgodnie uważają, że powinno to nastąpić przed podjęciem ostatecznej decyzji o budowie dróg wodnych IV klasy w Polsce. Tymczasem wszystko procedowane jest na szybko i bez tych analiz.

Ta, z pozoru niewielka zmiana POIiŚ , oznacza możliwość finansowania inwestycji żeglugowych prowadzących do zamiany rzek w kanały żeglowne o głębokości minimum 2,8 m. Przypomina to trochę słynną sytuację z ustawą medialną i usunięciem 2 słów: „lub czasopisma” – mówi dr Marta Wiśniewska z Koalicji Ratujmy Rzeki, członkini Komitetu Monitorującego.

Dotychczasowe brzmienie POIiŚ umożliwiało finansowanie budowy dróg wodnych III klasy, o charakterze regionalnym i głębokości 1,8 m – co i tak już zagraża środowisku i zwiększa ryzyko powodziowe, ale nie w takim stopniu, jak promowane obecnie drogi wodne klasy IV i V. Nowa wersja POIiŚ całkowicie ignoruje zdiagnozowane w Prognozie środowiskowej SOR zagrożenia dla wód powierzchniowych, różnorodności biologicznej, a co najważniejsze – dla adaptacji do zmian klimatu, w tym ograniczania skutków susz i powodzi, jakie stanowi przekształcanie rzek w głębokie kanały żeglugowe.

Wisła koło Warszawy – obecnie. Fot. Andrzej Kepel

Naukowcy, organizacje ekologiczne, Zieloni, świadomi samorządowcy od lat zwracają uwagę na wzrost zagrożenia powodziowego w związku z przekształcaniem rzek na potrzeby żeglugowo-energetyczne, i brakiem w Polsce szerokich planów renaturyzacyjnych.

Powinniśmy się uczyć na przykładach Renu i Missisipi, których skanalizowanie na potrzeby żeglugi znacząco zwiększyło częstotliwość i zakres wielkich powodzi – argumentuje Radosław Gawlik z Koalicji Ratujmy Rzeki, były wiceminister środowiska. – Amerykanie i Niemcy inwestują obecnie ogromne środki w ochronę ludzi przed powodziami w dolinach tych uregulowanych rzek – dodaje Gawlik.

Według Koalicji Ratujmy Rzeki rozwój masowej żeglugi towarowej na rzekach Polski jest nieracjonalny z powodów ekonomicznych i ekologicznych. Koalicjanci są zgodni, że inwestowanie miliardów złotych środków budżetowych i wspólnotowych na nieefektywną ekonomicznie i szkodliwą środowiskowo budowę śródlądowych dróg wodnych jest nieuzasadnione – w szczególności wobec znacznego potencjału przewozowego polskich kolei, gotowych do przejęcia nowych ładunków i nie generujących istotnych, negatywnych skutków dla środowiska. Opowiadają się natomiast za rozwojem żeglugi opartej na zasadzie „dostosowywanie łodzi do rzek”, takiej która służy turystyce i rekreacji, a więc jest szansą dla odrzańskich i wiślanych gmin.

_______________

* Koalicja Ratujmy Rzeki działa na rzecz systemowej ochrony walorów przyrodniczych i naturalnej retencji, szerokiej skali renaturyzacji cieków, ochrony i przywracania ciągłości ekologicznej, dostosowania planów rozwoju żeglugi do rzek oraz planów rozwoju sektorów gospodarki do rzek. W skład Koalicji wchodzi obecnie 21 organizacji (w tym 2 członków Polskiego Komitetu Krajowego IUCN): Towarzystwo na Rzecz Ziemi, Towarzystwo Przyjaciół Rzek Iny i Gowienicy, Stowarzyszenie Ekologiczne EKO-UNIA, Polska Zielona Sieć, Fundacja Strefa Zieleni, Przyjaciele Raby, Klub Przyjaciół Dunajca, Zielony Instytut, Klub Przyrodników, Fundacja Greenmind, Towarzystwo Badań i Ochrony Przyrody, Mazowiecko-Świętokrzyskie Towarzystwo Ornitologiczne, Fundacja Zielone Światło / Zielone Wiadomości, Centrum Ochrony Mokradeł, Klub Gaja, Stepnicka Organizacja Turystyczna Nie Tylko Dla Orłów, Polskie Towarzystwo Ochrony Przyrody “Salamandra”, Fundacja WWF Polska, Fundacja Nasza Ziemia, Pracownia na Rzecz Wszystkich Istot, Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Ptaków.

Jak powstrzymać napływ obcych gatunków?

Na całym świecie rośnie problem obcych gatunków inwazyjnych. Jest ich co raz więcej i są coraz liczniejsze. Mimo globalnych wysiłków, aby powstrzymać lub chociaż ograniczyć inwazje, nic nie wskazuje, aby miały one spowolnić. Nowe przypadki wciąż mają miejsce, dotyczą wszystkich grup taksonomicznych i nasilają się we wszystkich regionach świata. Nikt do końca nie jest wstanie przewidzieć całkowitych potencjalnych konsekwencji takich wprowadzeń ani ich skumulowanego efektu. Mają bardzo negatywny wpływ na ekosystemy, prowadzą do utraty różnorodności biologicznej i wypierania, a często i wymierania rodzimych roślin, zwierząt, grzybów. Niektóre mogą być katastrofalne w skutkach dla rolnictwa, produkcji żywności i leków, zasobów czystej wody i innych korzyści, jakie czerpiemy z przyrody. 

Obce gatunki inwazyjne to takie, które zostały celowo lub niechcący przeniesione przez ludzi poza naturalny zasięg, a występując tam na wolności mają negatywny wpływ na przyrodę oraz jakość życia ludzi. Są jednym z głównych powodów utraty różnorodności biologicznej w skali globalnej i wymierania gatunków – zwłaszcza kręgowców. Obecność obcych gatunków nie zawsze w sposób łatwo dostrzegalny prowadzi do osłabienia lub wymarcia lokalnych taksonów. Może się wręcz wydawać, że lokalnie „wzbogacają” one różnorodność gatunkową. Niestety ostatecznym efektem wprowadzeń jest zawsze ujednolicenie światowej fauny i flory oraz zanikanie endemicznych biocenoz.

Pomimo licznych badań nad gatunkami inwazyjnymi, wciąż bardzo mało wiadomo na temat dynamiki ich pojawiania się i kumulowania w poszczególnych rejonach świata. Międzynarodowy zespół naukowców, w którego skład weszli m.in. członkowie Komisji Przetrwania Gatunków, Grupy Specjalistów od Gatunków Inwazyjnych IUCN (Species Survival Commission – SSC, Invasive Species Specialist Group – ISSG), postanowił uzupełnić tę lukę, a efekt swoich badań opublikował w Nature Communications. Badacze stworzyli i przeanalizowali bazę danych* zawierającą 45 813 pierwszych stwierdzeń pojawów 16 926 gatunków, które zostały uznane za obce i inwazyjne.

Wyniki ukazują, że w skali globalnej wzrost liczby gatunków obcych nie wykazuje żadnych oznak spowolnienia. W ciągu ostatnich 200 lat liczba stwierdzeń wprowadzeń nowych gatunków inwazyjnych na całym świecie rosła i jest najwyższa w ostatnich latach. 37% wszystkich pierwszych wprowadzeń zarejestrowanych zostało w latach 1970–2014. Jednak różne grupy taksonomiczne miały swój bum związany z różnymi wydarzeniami. Pierwszy wyraźny wzrost liczby zanotowanych przypadków inwazyjnych roślin naczyniowych nastąpił, prawdopodobnie w wyniku intensyfikacji ogrodnictwa, w XIX wieku. Rozwinięcie się światowego handlu mogło być przyczyną gwałtownego wzrostu nowych przypadków wprowadzenia do środowiska po 1950 roku licznych obcych organizmów takich jak glony, mięczaki i owady. Badacze spodziewają się, że przypadki nowych stwierdzeń gatunków inwazyjnych będą nadal coraz częstsze w odniesieniu do większości grup taksonomicznych. Wyjątkiem mogą być tylko ssaki i ryby.

Azjatycka mangusta mała (Herpestes javanicus) oraz pochodząca z Ameryki Południowej i Środkowej ropucha aga (Rhinella marina), zostały sprowadzone na Hawaje celowo przez człowieka. Właściciele plantacji trzciny cukrowej mieli nadzieję, że ograniczą one liczbę szkodników, tymczasem przyczyniają się do wymierania wielu rodzimych gatunków

W ostatnich latach coraz więcej mówi się o zagrożeniach i kosztach, jakie niosą ze sobą gatunki obce. Mogą one być w przyszłości najbardziej znaczące dla gospodarek rozwijających się. Pomóc w rozwiązaniu problemu mają podpisywane umowy międzynarodowe i przyjmowane nowe przepisy miejscowe. Niestety wyniki omawianych badań jak i wiele innych danych wskazuje, że podejmowane działania są nieefektywne. Drogi, którymi obce gatunki przedostają się lub są introdukowane na nowe tereny, ulegają dynamicznym zmianom. Nowym inwazjom biologicznym sprzyja m.in. zwiększanie się światowego handlu, rozwijająca się turystyka, globalizacja rolnictwa i ogrodnictwa oraz tworzenie nowych dróg i szlaków. Za tymi transformacjami nie nadążają praktyczne i legislacyjne rozwiązania prewencyjne, zwłaszcza w odniesieniu do taksonów zawlekanych przez przypadek, jak bezkręgowce czy patogeny. Należy więc pilnie opracować system bardziej skutecznych polityk.

Według autorów, jedyny przykład w miarę efektywnego prawa krajowego stanowi ustawa bezpieczeństwa biologicznego z Nowej Zelandii. Jest to obecnie najbardziej kompleksowe i rygorystyczne na świecie prawodawstwo w zakresie zapobiegania wprowadzaniu obcych gatunków. Główne znaczenie ma tu stosowanie „białej listy” gatunków, których wwóz do kraju jest dozwolony. Wszystkie pozostałe gatunki, które na liście się nie znalazły, muszą przed wpuszczeniem na terytorium przejść pełną ocenę ryzyka. Niestety w większości krajów i stref ekonomicznych, w tym w Unii Europejskiej, Stanach Zjednoczonych czy w Australii, stosowane są rozwiązania odwrotne. Korzystanie z „czarnych list”, zawierających zamknięte spisy taksonów, których nie można wwozić, powoduje konieczność ciągłej aktualizacji prawa w miarę pojawiania się nowych informacji i pogłębiania stanu wiedzy. Jest to bardzo trudne i bezowocne, gdyż większość niedawno wprowadzonych gatunków obcych nie była problematyczna w kraju pochodzenia, a niektóre nie były nawet znane nauce. Opracowanie systemu faktycznie skutecznych działań prewencyjnych jest więc zadaniem tyleż ważnym, co bardzo trudnym.

MK

_______________

* Baza ta podzielona na podstawowe grupy taksonomiczne i kontynenty. Jest dostępna online pod adresem: www.dx.doi.org/10.12761/SGN.2016.01.022

Obiekty Światowego Dziedzictwa UNESCO pod rosnącą presją

Uważa się powszechnie, że obszary, które znalazły sie na Liście Światowego Dziedzictwa Przyrodniczego UNESCO (NWHS) reprezentują najcenniejsze, najbardziej niezwykłe lub najlepiej zachowane zasoby przyrodnicze Ziemi. Powinny więc być objęte ścisłą, skuteczną ochroną. Wyniki badań przedstawione w czasopiśmie naukowym Biological Conservation wskazują, że na skutek rosnącej presji ze strony człowieka stan większości z tych miejsc gwałtownie się pogarsza. Wiele jest zagrożonych bardziej niż sądzono, najczęściej ze strony takich działań, jak wyręby lasu, górnictwo, budowy zapór i dróg.

Analizę, jak zmienia się wpływ ludzi na obszary z Listy Światowego Dziedzictwa Przyrodniczego UNESCO, wykonano na podstawie dwóch od niedawna powszechnie dostępnych baz danych: bazy Human Footprint (opracowanej przez WCS) pokazującej zmiany w antropopresji na podstawie informacji o gęstości zaludnienia, rolnictwie, urbanizacji, transporcie i stanie infrastruktury przemysłowej w latach 1993–2009; oraz bazy Global Forest Watch, która pokazuje zmiany w pokryciu lasami dla całego świata (wykorzystano dane dla lat 2001–2012). Z pośród 238 NWHS analizowano tylko obiekty lądowe, które chronią przyrodę ożywioną. Do analizy antropopresji wybrano 94 obszary ustanowione przed rokiem 1994, zaś do analizy pokrycia lasów 134 obszary ustanowione przed rokiem 2001. Badania przeprowadził zespół naukowców z czterech instytucji, w tym z IUCN). Jest to pierwsza całościowa ocena wpływu działalności ludzkiej na Miejsca Światowego Dziedzictwa Przyrodniczego.

Badania pokazały, że w ciągu dwóch dekad na 63% obszarów znacząco wzrosła antropopresja. Trend ten najsilniej zaznaczył się w Azji, gdzie poważnie pogorszył się stan m.in. terenów kluczowych dla zachowania zagrożonych gatunków, takich jak Park Narodowy Manas w Indiach czy Park Narodowy Chitwan w Nepalu. Problem, w badanych latach, dotyczył jednak wszystkich kontynentów, z wyjątkiem Europy.

Deforestacja wystąpiła w aż 91% zalesionych obiektach Światowego Dziedzictwa i wyniosła średnio 1,5% powierzchni obszaru. Największe problemy z wylesianiem zaobserwowano na kontynentach amerykańskich. Niechlubnymi przykładami są Park Narodowy Bizona Leśnego w Kanadzie, który w ciągu dwunastu lat utracił 11,7% powierzchni lasów (czyli 2581 km2) i Rezerwat Biosfery Río Plátano, gdzie zniknęło 365 km2 lasu (8,5% powierzchni).

Niepokojąca jest także obserwacja, że utrata lasów i wzrost antropopresji występują także z dużo większym nasileniem na obszarach otaczających NWHS. Zjawisko to również niekorzystnie odbija się na kondycji chronionych obszarów, zwiększając trudniej mierzalną presję na ich obrzeżach, a także prowadząc do ich fragmentacji i izolacji. Przekształcenia te powodują, że najcenniejsze obszary przyrodnicze stają się stopniowo izolowanymi wyspami w otaczającym je krajobrazie.

Opracowanie to nie uwzględniało ostatnich kilku lat, a więc nie analizowano w nim jeszcze najnowszych zagrożeń dotyczących Puszczy Białowieskiej.

MK

Zabraknie świerszczyków?!

Ponad 1/4 gatunków prostoskrzydłych jest zagrożona wyginięciem. Oznacza to, że spośród wszystkich grup owadów, których stan na obszarze Europy do tej pory oszacowano, ta jest najbardziej zagrożona. Trendy populacyjne prostoskrzydłych przedstawiają się następująco: populacje 30,2% (325) gatunków kurczą się, sytuacja 7,6% (82) gatunków wydaje się być względnie stabilna, a liczebność 3,2% (34) gatunków wzrasta. Jednak na temat trendów populacyjnych większości (aż 59%, 634) gatunków brak wystarczających informacji. Świerszcze i koniki polne to nie tylko miła oprawa muzyczna gorących letnich nocy. Prostoskrzydłe stanowią m.in. bardzo ważną bazę pokarmową dla wielu ptaków i gadów. Uznawane są za wskaźniki zdrowia ekosystemów i różnorodności biologicznej użytków zielonych. Zmniejszanie się ich populacji może mieć realny wpływ na funkcjonowanie ekosystemów.

O problemie wiadomo z raportu IUCN pod tytułem „The European Red List of Grasshoppers, Crickets and Bush crickets” (Europejska czerwona lista koników polnych i świerszczy), opublikowanego na początku lutego 2017 r. Na jego potrzeby pierwszy raz w historii oszacowano status zagrożenia wszystkich znanych (1082) europejskich gatunków prostoskrzydłych (Ortoptera). Pracował nad nim przez 2 lata zespół 61 ekspertów i ekspertek, z pomocą około 150 kolejnych specjalistów i specjalistek z różnych krajów Europy. Badania sfinansowane zostały przez Komisję Europejską.

Mimo takiego nakładu pracy i zebrania ogromu danych, ogólna sytuacja znacznej części gatunków pozostaje nieznana z powodu braku danych. Jako główną przyczynę silnego zagrożenia wielu gatunków wskazano intensyfikację rolnictwa i zwiększanie wykorzystania ziemi pod uprawy, nadmierną eksploatację pastwisk, degradację, fragmentację czy przekształcanie użytków zielonych, a także zarastanie porzuconych łąk. Znaczenie ma także bezpośredni wzrost śmiertelności spowodowany: nawożeniem, stosowaniem ciężkiego sprzętu, częstym koszeniem czy stosowaniem pestycydów. Bardzo duże zagrożenie dla prostoskrzydłych stanowi również wypalanie traw. Problem utraty siedlisk dotyczy nie tylko obszarów rolniczych. Licznym, gatunkom (zwłaszcza związanym z siedliskami nadbrzeżnymi) zagraża zabudowa wokół zbiorników i wzdłuż cieków wodnych oraz intensywny rozwój infrastruktury turystycznej. Wśród innych czynników wymieniane są zarówno zalesianie, jak i intensywna gospodarka leśna oraz wylesianie, regulacje rzek i melioracje, wydobywanie wapienia, pozyskiwanie piasku oraz ekspansja gatunków inwazyjnych i zmiany klimatyczne.

Czytając pobieżnie raport IUCN można odnieść wrażenie, że my w Polsce nie musimy się aż tak martwić, iż niebawem wakacyjne noce przestana nam się kojarzyć z charakterystycznym cykaniem świerszczy. Największe koncentracje gatunków narażonych na wyginięcie wykazano bowiem na południu Europy, wzdłuż wybrzeży Morza Śródziemnego i w niektórych śródziemnomorskich pasmach górskich. Niestety, nie musi to wynikać z tego, że my lepiej chronimy przyrodę. Z grubsza układ taki odzwierciedla rozmieszczenie ogólnego bogactwa gatunkowego prostoskrzydłych w Europie, oraz stopień endemizmu (im więcej gatunków ogólnie – tym więcej gatunków zagrożonych). Warto zadać sobie pytanie, czy po zrewidowaniu Polskiej czerwonej listy bezkręgowców, sytuacja koników polnych i świerszczy wyglądałaby u nas nadal tak optymistycznie?

MK